Grand Theft Auto VI ma ukazać się 19 listopada 2026 roku i już teraz trudno mówić o tej premierze jak o zwykłym debiucie kolejnej gry. W teorii to po prostu nowa część serii GTA. W praktyce to jedno z największych wydarzeń w historii elektronicznej rozrywki, a być może także jeden z ostatnich momentów, w których jeden produkt kultury masowej naprawdę przyciągnie uwagę całego świata.
Zawartość
- GTA 5 zmieniło skalę myślenia o grach
- Trzynaście lat przerwy to cała epoka w branży gier
- Vice City wraca, ale świat jest już inny
- GTA zawsze było lustrem Ameryki
- Jason i Lucia, czyli GTA z nową dynamiką bohaterów
- GTA 6 już teraz wpływa na całą branżę
- Trailer GTA 6 pokazał siłę marki bez pokazywania pełnej gry
- Co dalej z GTA Online?
- Cena GTA 6 może być sygnałem dla całej branży
- Hype jest ogromny, ale gracze pamiętają Cyberpunka
- GTA 6 jako test współczesnej popkultury
- Dlaczego GTA 6 powinno obchodzić nawet tych, którzy nie grają?
- 19 listopada 2026 roku świat będzie patrzył
Dla graczy sprawa jest oczywista. Nowe GTA to coś, na co czeka się latami. To nie jest seria, która pojawia się co dwa lub trzy lata, lekko zmienia mapę, dorzuca kilka aut i sprzedaje się jako następna odsłona. Rockstar od dawna działa inaczej. Każda duża część Grand Theft Auto próbuje uchwycić swój czas, jego obsesje, głupoty, lęki, mody i konflikty. Dlatego GTA 6 nie interesuje tylko osób, które chcą pojeździć po Vice City, uciekać przed policją i robić napady. Ta gra interesuje inwestorów, wydawców, twórców muzyki, branżę filmową, analityków i ludzi, którzy na co dzień nawet nie grają.
Brzmi przesadnie? Wystarczy spojrzeć na to, co przez ostatnie lata robiło GTA V. Gra wydana we wrześniu 2013 roku zarobiła miliard dolarów w ciągu pierwszych trzech dni. To wynik, przy którym większość premier filmowych, muzycznych i serialowych wygląda skromnie. A przecież GTA V nie zatrzymało się po pierwszym tygodniu. Wręcz przeciwnie. Dzięki GTA Online gra żyła dalej przez ponad dekadę i stała się czymś więcej niż jednorazową premierą. Stała się platformą, do której gracze wracali przez lata.
I właśnie dlatego GTA 6 ma tak ogromny ciężar. To nie jest tylko następca dobrej gry. To następca jednej z najbardziej dochodowych produkcji rozrywkowych w historii. Rockstar Games i Take Two nie wypuszczają nowej części po krótkiej przerwie. Oni próbują zastąpić produkt, który przez trzynaście lat zarabiał pieniądze, budował społeczność i utrzymywał markę GTA na szczycie.
GTA 5 zmieniło skalę myślenia o grach
Żeby zrozumieć, dlaczego GTA 6 wzbudza takie emocje, trzeba wrócić do GTA V. Dzisiaj łatwo zapomnieć, jak wielkim wydarzeniem była premiera tej gry. We wrześniu 2013 roku gracze dostali Los Santos, trzech bohaterów, ogromny otwarty świat i produkcję, która technicznie wyciskała z PlayStation 3 i Xboxa 360 więcej, niż wielu uważało za możliwe.
Rockstar zrobił coś, co wtedy było bardzo odważne. Zamiast jednego bohatera dał trzech protagonistów. Michael, Franklin i Trevor nie byli tylko trzema skórkami do tej samej historii. Każdy z nich reprezentował inny kawałek świata GTA. Michael pokazywał zmęczenie sukcesem i puste życie bogatego przestępcy. Franklin był kimś, kto chciał wyrwać się z ulicznego schematu. Trevor był chaosem, przemocą i absurdem serii doprowadzonym do granicy.

To działało, bo GTA V było grą o Ameryce po kryzysie finansowym, o obsesji pieniędzy, sławy, technologii i pozorów. Los Santos nie było tylko miastem do jeżdżenia. Było satyrą na świat, w którym każdy chce być kimś, każdy coś sprzedaje, każdy udaje, że ma kontrolę, a w tle wszystko trzeszczy.
Potem pojawiło się GTA Online i zmieniło wszystko jeszcze bardziej. Na początku tryb online miał problemy, ale z czasem stał się osobnym życiem GTA V. Gracze kupowali apartamenty, garaże, supersamochody, biura, bunkry, hangary, kluby nocne, agencje, salony samochodowe i całe zaplecze przestępczego biznesu. GTA Online zrobiło z Los Santos miejsce, do którego można wracać co tydzień, nawet jeśli fabułę ukończyło się lata temu.
Dla wielu graczy GTA przestało być serią, a stało się właśnie tym jednym światem. Szczególnie młodsi gracze nie pamiętają premiery GTA IV, GTA San Andreas czy GTA Vice City. Dla nich GTA to GTA V oraz GTA Online. To gra obecna na trzech generacjach konsol, na komputerach, w filmach na YouTube, na streamach, w memach i rozmowach ze znajomymi.
Dlatego GTA 6 ma trudniejsze zadanie niż jakakolwiek poprzednia część. Musi być nowe, ale nie może odciąć się od tego, za co gracze kochają serię. Musi zrobić wrażenie na ludziach, którzy znają GTA od czasów klasycznego Vice City, ale też na tych, dla których Vice City jest bardziej legendą z internetu niż własnym wspomnieniem.
Trzynaście lat przerwy to cała epoka w branży gier
Między GTA V a GTA 6 minie trzynaście lat. W normalnym cyklu wydawniczym to ogromna przerwa. Między GTA III a GTA IV minęło około sześciu lat. Między GTA IV a GTA V minęło pięć lat. Teraz mówimy o czasie, w którym zmieniły się konsole, modele biznesowe, sposób grania, internet, streaming, media społecznościowe i oczekiwania odbiorców.
Kiedy wychodziło GTA V, TikTok nie był globalną potęgą. Fortnite jeszcze nie pokazał światu, że gra może być równocześnie platformą społecznościową, koncertem, sklepem, metawersum i polem walki. Model usługowy dopiero nabierał rozpędu. Dzisiaj gracze są przyzwyczajeni do sezonów, przepustek, wydarzeń, aktualizacji i ciągłego rozwoju gry po premierze.
GTA 6 wchodzi więc na rynek, który wygląda zupełnie inaczej niż ten z 2013 roku. Rockstar nie konkuruje już tylko z innymi grami akcji. Konkuruje o czas gracza z Fortnite, Call of Duty, Robloxem, Minecraftem, Baldur’s Gate 3, Elden Ringiem, Cyberpunkiem po odbudowie reputacji, usługami streamingowymi, TikTokiem, YouTube i całym internetem.
A mimo to marka GTA dalej ma wyjątkową pozycję. Dlaczego? Bo Grand Theft Auto oferuje coś, czego większość gier nie potrafi zrobić na takim poziomie. Daje otwarty świat, który jest jednocześnie placem zabaw, satyrą, kryminałem, karykaturą rzeczywistości i społecznym komentarzem. W GTA można wykonywać misje fabularne, ale można też po prostu jechać przed siebie i obserwować świat. Słuchać radia, patrzeć na reklamy, wchodzić w przypadkowe sytuacje, robić głupoty i sprawdzać, jak gra zareaguje.
To właśnie ta mieszanka sprawia, że GTA 6 nie musi być tylko większe. Ono musi być bardziej wiarygodne jako świat. Gracze nie będą oceniali wyłącznie liczby misji, aut czy broni. Będą patrzeć, czy Leonida żyje. Czy Vice City ma charakter. Czy ludzie na ulicach zachowują się naturalnie. Czy radio trafia w klimat. Czy satyra jest ostra, ale nie pusta. Czy świat potrafi zaskoczyć po kilkudziesięciu godzinach.
Vice City wraca, ale świat jest już inny
Powrót do Vice City to dla fanów GTA ogromna sprawa. Oryginalne GTA Vice City z 2002 roku było jednym z najbardziej stylowych rozdziałów w historii serii. Neonowe światła, klimat lat osiemdziesiątych, inspiracje kinem gangsterskim, muzyka, plaże, kluby i przestępcza droga na szczyt sprawiły, że wielu graczy do dziś wspomina tę część z dużym sentymentem.
Ale GTA 6 nie wraca po prostu do starego Vice City. Rockstar nie robi muzeum nostalgii. Nowa gra ma pokazać współczesną wersję tego świata, osadzoną w stanie Leonida, czyli growym odpowiedniku Florydy. I to jest bardzo ważne, bo współczesna Floryda to dla satyry materiał niemal idealny.
Floryda w ostatnich latach stała się symbolem dziwnej, głośnej, spolaryzowanej Ameryki. Mem Florida Man zna cały internet. Miami kojarzy się z bogactwem, imprezami, influencerami, kryptowalutami, luksusem, nierównościami i pokazowym stylem życia. Do tego dochodzą konflikty polityczne, kultura mediów społecznościowych, turystyka, klimat, huragany, bagna, przedmieścia, kluby, plaże, łodzie i absurdalne wiadomości, które brzmią, jakby już zostały napisane przez scenarzystów Rockstar.
Właśnie dlatego GTA 6 może być tak ciekawe. Rockstar od zawsze najlepiej radził sobie wtedy, gdy brał rzeczywistość i lekko ją przekręcał. Nie musiał wymyślać świata od zera, bo prawdziwy świat często był wystarczająco absurdalny. W GTA V dostaliśmy parodię mediów, celebrytów, startupów, polityki, kultu ciała i pogoni za pieniędzmi. W GTA 6 materiału może być jeszcze więcej.
Media społecznościowe, influencerzy, krótkie filmiki, sztuczna inteligencja, teorie spiskowe, wojny kulturowe, kryptowaluty, luksus na pokaz, bieda ukryta za kadrem, chaos informacyjny i życie, które wygląda jak ciągły livestream. To wszystko aż prosi się o satyrę w stylu GTA.
GTA zawsze było lustrem Ameryki
Niektórzy sprowadzają Grand Theft Auto do kradzieży samochodów, strzelanin i ucieczek przed policją. Jasne, to część zabawy. Ale siła GTA zawsze leżała głębiej. Każda duża odsłona była komentarzem do konkretnego obrazu Ameryki.
GTA III pokazało brudne, gangsterskie Liberty City i otworzyło serię na trójwymiarowy świat. GTA Vice City było przerysowaną wersją lat osiemdziesiątych, z neonami, narkotykowym biznesem, muzyką i marzeniem o władzy. GTA San Andreas weszło w temat gangów, napięć społecznych, policji, korupcji i kultury Zachodniego Wybrzeża. GTA IV było znacznie bardziej ponure, bo opowiadało o imigranckim śnie, który szybko zmienia się w rozczarowanie. GTA V uderzało w świat po kryzysie finansowym, w którym wszyscy chcą pieniędzy, sławy i wygody, ale nikt nie chce zadawać trudnych pytań.
Dlatego pytanie o GTA 6 nie brzmi tylko: jak duża będzie mapa? Dużo ciekawsze pytanie brzmi: co Rockstar powie o współczesności?
To może być najważniejszy element całej gry. Bo od strony technicznej prawie wszyscy spodziewają się wysokiego poziomu. Po Red Dead Redemption 2 wiemy, że Rockstar potrafi tworzyć światy dopracowane do przesady. Wiemy, że studio przykłada wagę do detali, animacji, dialogów, rytmu postaci i atmosfery miejsca. Ale GTA to nie western. GTA musi być szybsze, ostrzejsze, bardziej chaotyczne i bardziej aktualne.
Satyra na 2026 rok będzie trudniejsza niż satyra na 2013 rok. Świat stał się bardziej nerwowy. Granica między żartem a rzeczywistością jest cieńsza. Internet potrafi spalić temat w jeden dzień. Rzeczy, które kiedyś wydawały się absurdalne, dzisiaj są codziennością. Rockstar musi więc zrobić coś bardzo trudnego: wyśmiać świat, który sam już często wygląda jak parodia.
Jeśli się uda, GTA 6 może stać się jedną z najciekawszych satyr tej dekady. Jeśli nie, gra może wyglądać jak produkt, który boi się własnego cienia. A tego fani GTA raczej by nie wybaczyli.
Jason i Lucia, czyli GTA z nową dynamiką bohaterów
Oficjalne materiały Rockstar pokazały, że w centrum GTA 6 znajdą się Jason i Lucia. Już sam ten duet zmienia dynamikę opowieści. Seria GTA miała różnych bohaterów, ale relacja dwójki protagonistów może nadać historii bardziej osobisty charakter. W trailerach czuć klimat pary wplątanej w przestępczy świat, w którym zaufanie jest równie ważne jak broń, pieniądze i szybki samochód.
Lucia jest szczególnie ważna, bo to pierwsza tak mocno eksponowana kobieca protagonistka w nowoczesnej odsłonie Grand Theft Auto. To nie musi być zmiana robiona na pokaz. Jeśli Rockstar dobrze poprowadzi postać, może dać serii świeżą perspektywę bez odcinania się od tego, czym GTA było od lat.
Jason i Lucia mogą też pozwolić na bardziej napiętą narrację. GTA V działało przez kontrast trzech bohaterów. GTA 6 może działać przez relację. Przez pytanie, czy bohaterowie naprawdę sobie ufają. Czy przestępczy świat ich połączy, czy rozbije. Czy będą partnerami, czy zakładnikami własnych decyzji.
Dla graczy to ważne, bo fabuła w GTA zawsze była czymś więcej niż pretekstem do strzelania. Najlepsze momenty serii działały wtedy, gdy misje wynikały z charakterów bohaterów. Niko Bellic, CJ, Tommy Vercetti, Michael, Franklin i Trevor zostali w pamięci nie dlatego, że mieli dostęp do dobrych samochodów. Zostali, bo mieli swoje motywacje, słabości i konflikty.
Jeśli Jason i Lucia będą dobrze napisani, GTA 6 może mieć historię, która zostanie z graczami na lata. Jeśli będą tylko narzędziami do napadów, świat może zachwycać, ale fabuła nie uderzy tak mocno.
GTA 6 już teraz wpływa na całą branżę
Skala oczekiwania na GTA 6 jest tak duża, że gra wpływa na rynek jeszcze przed premierą. Wydawcy innych produkcji muszą patrzeć na kalendarz Rockstar, bo nikt rozsądny nie chce wypuścić dużej gry w bezpośrednim starciu z Grand Theft Auto VI. Przy zwykłych premierach można ryzykować. Przy GTA ryzyko jest inne, bo uwaga graczy, mediów i internetu może zostać całkowicie przejęta przez jeden tytuł.
To pokazuje, jak silna jest marka GTA. Jedna gra potrafi zmieniać plany innych firm. Jedno opóźnienie może przesuwać rozmowy inwestorów. Jedna data może wpływać na kampanie marketingowe całej branży. GTA 6 nie jest więc tylko produktem Rockstar. Jest punktem odniesienia dla rynku.
Dla graczy może to brzmieć jak biznesowe gadanie, ale ma praktyczne znaczenie. Jeśli inni wydawcy uciekają od premiery GTA 6, to znaczy, że spodziewają się ogromnej dominacji. W tygodniach wokół debiutu nowego GTA media gamingowe będą żyły głównie tym tematem. YouTube będzie pełen analiz, poradników, porównań, testów wydajności, teorii fabularnych i filmów z detalami. TikTok, Instagram i X będą wycinać każdą scenę na setki krótkich materiałów.
To będzie moment, w którym nawet osoby niegrające zobaczą GTA 6 w swoim feedzie. Tak działa dzisiejsza popkultura. Nie musisz czegoś kupić, żeby i tak zostać tym otoczonym.
Trailer GTA 6 pokazał siłę marki bez pokazywania pełnej gry
Pierwszy trailer GTA 6 był ciekawym testem. Rockstar nie musiał pokazywać długiego gameplayu, systemów rozgrywki ani szczegółowej prezentacji mechanik. Wystarczyły ujęcia świata, bohaterów, klimatu, mediów społecznościowych, plaż, ulic, imprez, policji, aligatorów i Vice City, żeby internet eksplodował.
To pokazuje, że GTA działa na innym poziomie niż większość marek. Gracze analizowali tablice rejestracyjne, znaki, kadry z plaży, wygląd postaci, reakcje przechodniów, ubrania, samochody, budynki i każdy detal tła. Przy zwykłej grze trailer jest reklamą. Przy GTA 6 trailer stał się wydarzeniem samym w sobie.
Drugi trailer i oficjalne materiały z maja 2025 roku tylko podkręciły ten efekt. Rockstar pokazał więcej postaci, więcej miejsc i więcej atmosfery Leonidy. To nadal nie była pełna prezentacja rozgrywki, ale wystarczyło, żeby gracze zaczęli budować teorie i oczekiwania.
W tym jest siła GTA. Rockstar potrafi sprzedać nie tylko mechanikę, ale obietnicę świata. Gracz patrzy na Vice City i od razu myśli, co będzie można tam robić. Jakie będą napady. Jak będzie działać policja. Czy wróci rozbudowane kupowanie nieruchomości. Jak będzie wyglądać ekonomia. Co stanie się z GTA Online. Czy dostaniemy nowy tryb sieciowy. Jak zostaną rozwiązane auta, bronie, biznesy, misje i aktywności poboczne.
Co dalej z GTA Online?
Dla społeczności graczy Grand Theft Auto bardzo ważne będzie nie tylko to, jaka będzie fabuła GTA 6, ale też co stanie się z GTA Online. Przez lata tryb online stał się dla wielu osób głównym sposobem grania w Grand Theft Auto. Cotygodniowe bonusy, zniżki, nowe pojazdy, aktualizacje, napady, biznesy i wydarzenia specjalne utrzymywały grę przy życiu.
Rockstar nie może tego tematu zignorować. GTA Online jest zbyt duże, zbyt dochodowe i zbyt mocno związane z marką. Pytanie tylko, czy GTA 6 dostanie całkowicie nowy tryb online, czy przejście będzie stopniowe, czy część obecnej społeczności zostanie przy Los Santos jeszcze przez długi czas.
To trudna decyzja. Z jednej strony gracze chcą nowego świata online. Chcą Vice City, Leonidy, nowych biznesów, nowych pojazdów, nowych napadów i świeżego startu. Z drugiej strony wielu graczy przez lata budowało swoje konta w GTA Online. Mają fortuny w GTA$, kolekcje samochodów, nieruchomości, odblokowane nagrody i historię postaci. Całkowite odcięcie tego dorobku mogłoby wywołać frustrację.
Rockstar musi więc znaleźć równowagę. Nowe GTA Online powinno dawać poczucie świeżego początku, ale jednocześnie nie może sprawić, że trzynaście lat grania w GTA V będzie wyglądało jak coś bez znaczenia. To jedno z największych wyzwań projektowych i biznesowych całej premiery.
Cena GTA 6 może być sygnałem dla całej branży
Wokół GTA 6 pojawia się też temat ceny. Oficjalna cena gry nie jest jeszcze najważniejszą informacją dla graczy, ale branża patrzy na nią bardzo uważnie. Jeśli Rockstar i Take Two zdecydują się na wyższy próg cenowy, może to wpłynąć na cały rynek.
Dlaczego akurat GTA 6 miałoby przesuwać granice? Bo to jedna z niewielu gier, przy których wydawca może zakładać, że popyt i tak będzie ogromny. Wielu graczy kupi nowe GTA niezależnie od tego, czy cena będzie standardowa, czy wyższa. To oczywiście nie znaczy, że każdemu się to spodoba. Gracze już teraz są zmęczeni droższymi edycjami, mikropłatnościami, przepustkami i dzieleniem zawartości na pakiety.
Ale GTA jest marką, która może testować rynek. Jeśli GTA 6 sprzeda się fenomenalnie przy wyższej cenie, inni wydawcy dostaną argument, żeby pójść tą samą drogą. Dlatego premiera tej gry interesuje także osoby, które nie planują jej kupić. Decyzje wokół GTA 6 mogą wpłynąć na to, ile będą kosztowały duże gry w kolejnych latach.
Hype jest ogromny, ale gracze pamiętają Cyberpunka
Przy tak wielkich oczekiwaniach trzeba zachować ostrożność. GTA 6 może być genialne, ale żadna marka nie jest odporna na rozczarowanie. Branża dobrze pamięta premierę Cyberpunka 2077. Tam też oczekiwania były gigantyczne. Tam też wielu graczy wierzyło, że dostanie przełomową produkcję. A potem rzeczywistość, szczególnie na starszych konsolach, była bolesna.
Oczywiście sytuacja Rockstar jest inna. Studio ma za sobą Red Dead Redemption 2, jedną z najbardziej dopracowanych gier ostatnich lat. Ta produkcja pokazała, że Rockstar potrafi budować światy z niesamowitą dbałością o detale. Ale GTA 6 to inny poziom presji. Tu nie chodzi tylko o jakość gry. Tu chodzi o oczekiwania całej branży, inwestorów, mediów i setek milionów graczy.
Każde opóźnienie premiery GTA 6 jest dla części fanów rozczarowaniem, ale może też być rozsądną decyzją. Lepiej poczekać kilka miesięcy dłużej niż dostać grę, która nie działa tak, jak powinna. W przypadku Grand Theft Auto VI premiera w złym stanie byłaby katastrofą nie tylko dla Rockstar, ale dla całej marki GTA. Gracze mogą wybaczyć opóźnienie. Dużo trudniej wybaczyć niespełnioną obietnicę po trzynastu latach czekania.
GTA 6 jako test współczesnej popkultury
Jest jeszcze jeden powód, dla którego GTA 6 jest tak ważne. Żyjemy w świecie, w którym kultura jest mocno podzielona. Każdy ogląda co innego, słucha czego innego, gra w co innego i śledzi inne osoby w internecie. Dawniej łatwiej było o jeden film, serial albo album, o którym rozmawiali prawie wszyscy. Dzisiaj takie momenty są rzadkie.
GTA 6 ma szansę być jednym z takich momentów. Premierą, o której będą mówić gracze, media, twórcy internetowi, inwestorzy, osoby z branży filmowej, muzycznej i technologicznej. To może być jeden z ostatnich przykładów prawdziwej globalnej premiery popkulturowej, która wychodzi poza swoją kategorię.
Dla starszych graczy będzie to powrót do świata, który kojarzy się z historią serii. Dla młodszych będzie to pierwsza premiera nowego, głównego GTA przeżywana na żywo. Dla branży będzie to test sprzedaży, cen, marketingu i modelu rozwoju gry po premierze. Dla kultury będzie to pytanie, czy jedna gra może jeszcze skupić uwagę świata w czasach, gdy uwaga jest najbardziej rozbitą walutą internetu.
Dlaczego GTA 6 powinno obchodzić nawet tych, którzy nie grają?
Bo GTA 6 nie jest zwykłą grą wideo. To produkt, który wpływa na giełdę, kalendarze wydawnicze, ceny gier, kulturę internetu, rynek muzyczny, marketing i sposób myślenia o otwartych światach. To jednocześnie wielka produkcja rozrywkowa i satyra na współczesność. Medium gier daje Rockstar coś, czego nie ma film, serial ani książka. Możliwość zamieszkania w świecie, który jest komentarzem do naszego świata.
Film o współczesnej Florydzie można obejrzeć i wyłączyć. Serial można śledzić przez kilka wieczorów. Książkę można przeczytać. Ale GTA 6 pozwoli graczom żyć w tej satyrze przez dziesiątki albo setki godzin. Jeździć po ulicach, słuchać radia, wchodzić w konflikty, oglądać reklamy, korzystać z fikcyjnych mediów społecznościowych, spotykać dziwnych ludzi, robić misje i odkrywać absurdy świata kawałek po kawałku.
To właśnie sprawia, że Grand Theft Auto działa inaczej niż większość produkcji. GTA nie tylko opowiada o świecie. GTA daje jego karykaturę do ręki i mówi: sprawdź, co się stanie, gdy wejdziesz do środka.
19 listopada 2026 roku świat będzie patrzył
GTA 6 może spełnić oczekiwania i stać się grą dekady. Może też rozczarować część graczy, bo przy takim poziomie hype’u zadowolenie wszystkich jest prawie niemożliwe. Możliwe też, że będzie czymś pomiędzy: świetną grą, ale nie mitem, który przez lata budował internet.
Jedno jest jednak pewne. 19 listopada 2026 roku premiera Grand Theft Auto VI będzie wydarzeniem, którego nie da się zignorować. To będzie test Rockstar, test marki GTA, test cierpliwości graczy i test tego, czy jedna gra może jeszcze zatrzymać internet.
Dla fanów Grand Theft Auto to będzie powrót do świata, który od lat żyje w oczekiwaniach, teoriach i analizach. Dla branży to będzie moment, który może zmienić kalendarze, rekordy sprzedaży i ceny największych produkcji. Dla popkultury to będzie sprawdzian, czy gry wideo są już pełnoprawnym centrum globalnej rozrywki, a nie tylko jej osobną kategorią.
Bo jeśli jeden tytuł potrafi przesuwać premiery innych gier, wpływać na nastroje inwestorów, bić rekordy oglądalności trailerów, rozpalać dyskusje ludzi, którzy nie grali w GTA od lat, i jednocześnie obiecywać wielką satyrę na współczesną Amerykę, to słowo „gra” naprawdę zaczyna być za małe.
GTA 6 nie będzie tylko kolejną częścią serii. Będzie wydarzeniem, które pokaże, w jakim miejscu jest dziś cała branża gier. A dla graczy będzie to po prostu ten moment, na który czekali od czasów, gdy po raz pierwszy wyjechali na ulice Los Santos w GTA V.